Premiera książki "Porno. Jak oni to robią?"

Premiera książki „Porno. Jak oni to robią?”

Od 27 stycznia w księgarniach dostępna jest książka „Porno. Jak oni to robią?”. „Porno” odsłania ukryte pod płaszczykiem wstydu kulisy branży rozkoszy. Na rozmowę na temat swojej pracy dali się namówić Robertowi Ziębińskiemu m.in.: Holly Randall, najbardziej wpływowa reżyserka i producentka porno według magazynu „Adult Video News”, Buck Angel, człowiek legenda i pierwszy transseksualny mężczyzna z waginą, który występował w filmach porno, czy aktorka Anna Kinski, Polka, która wyjechała do Francji szukać miłości, a przy okazji rozkochała się też w porno.

Czytaj więcej „Premiera książki „Porno. Jak oni to robią?””
Clea Gaultier - Porno. Jak oni to robią?

„Nikogo nie potępiam, bo za co?” – wywiad na…

Już 27 stycznia premiera książki „Porno. Jak oni to robią?”. Z tej okazji w serwisie ksiazki.wp.pl ukazał się wywiad ze mną, w którym opowiadam, jak wyglądały rozmowy z gwiazdami porno, ile jest mitów dookoła branży porno i dlaczego tak ważna jest edukacja seksualna. Zapraszam!

Czytaj więcej „„Nikogo nie potępiam, bo za co?” – wywiad na ksiazki.wp.pl”
Porno, czyli jest taka książka

Jest taka książka… czyli czego uczy porno

Jest taka książka Juliana Barnesa, co się nazywa „Mężczyzna w czerwonym płaszczu”. O tę książkę, a raczej jej tłumaczenie, przetoczyła się ostatnio mała sieciowa wojenka. O ile wojenki o to, kto komu i dlaczego zrobił źle, mnie kompletnie nie interesują. Tak jedno zagadnienie mnie zdumiało. I zaciekawiło. Ktoś bowiem zarzucił tłumaczce, że przekładając angielskie „straight” (określnie orientacji seksualnej) jako „normalny”, wykazała się homofobią.

Akcja powieści Barnesa toczy się w czasach Belle Epoque, czyli między 1870 a 1914 rokiem. Mniej więcej w tym czasie narodziły się pojęcia homo i hetero, ich ojcem był zaś Karl-Maria Kertbeny – pisarz, lekarz, a przede wszystkim wielki obrońca praw człowieka. Barnes, który słynie ze swojej historycznej dokładności, powinen zatem wiedzieć, jakich określeń użyć, aby nie wprowadzać w zakłopotanie tłumaczy i czytelników? Ano tak. Dlatego na bank nie mógł używać określenia hetero. Powód? Określenie heteroseksualny weszło do powszechnego użycia dopiero w latach 20. wieku XX. Wiecie, co jest najzabawniejsze? Że cała ta aferka jest de facto efektem błędu Barnesa. Tego samego, który dba o zgodność z faktami i historią. Użył on bowiem określenia „straight”, które, podobnie jak heteroseksualizm, w XIX wieku nie istniało. Rozumiem uproszczenie, ale prawda jest taka, że jedyną formą akuratną historycznie, określającą mężczyznę uprawiającego seks z kobietą, jest proste słowo „normal”.

W roku 1886 Richard Freiherr von Krafft-Ebing wydał swoje słynne naukowe opracowanie „Psychopathia sexualis”, gdzie użył on określenia heteroseksualizm (a konkretnie to jego tłumacz) do opisania dewiacji polegającej na uprawianiu seksu z osobnikami odmiennej płci w celu osiągnięcia przyjemności. Seks bowiem miał według niego służyć prokreacji, a każda inna forma była dewiacją. On także uważał, że homoseksualizm to biologiczna anomalia. Niestety, nic na to nie poradzimy, początki badań dookoła seksualności człowieka pełne są dziwnych teorii i tez. Nie znaczy to, że Krafft-Ebing nie miał swoich zasług. Miał – dzięki niemu mamy terminy takie jak: masochizm, nekrofilia czy sadyzm.

A teraz idźmy dalej. W 1901 roku Dorland’s Medical Dictionary używa określenia heteroseksualny jako: nienormalna, perwersyjna potrzeba współżycia z osobnikami innej płci. W 1923 w słowniku Merriam-Webster New International Dictionary pojawia się hasło heteroseksualizm z opisem niezwykle podobnym do tego, jaki proponował Krafft-Ebing – czytaj: zło. Heteroseksualność w pojęciu słownikowym przestała być nacechowana negatywnie dopiero dekadę później. Choć z dzisiejszej perspektywy była to definicja kontrowersyjna, bo pada tam określenie: normal sexuality. Abstrahując od tego jednak, heteroseksualizm, jako pojęcie, które znamy, nie ma jeszcze stu lat.

Jak się ma to do Barnesa? Ano tak, że autor „Papugi Flauberta” nie mógł użyć w swojej książce określenia heteroseksualny w kontekście postaci. Dla ludzi z XIX wieku seksualność człowieka (w dużym uproszczeniu) określono na dwa sposoby – normal i different. Nie ma w tym podprogowego przekazu: gej jest nienormalny. Podział był prosty na: normalny i inny. Tak wygadał wtedy świat. Przykro mi, ale to historia. Nie da się jej zmienić. Oczywiście spłycam ją na potrzeby wpisu. Było bardzo wiele ciekawych określeń na seks, narządy, kobiety. Historia jest ciekawa. Podobnie jak skrajnie różne było podejście do seksualności od Wielkiej Brytanii („połóż się, zamknij oczy i myśl o Anglii”) do wyzwolonej i liberalnej Francji, gdzie homoseksualizm był absolutnie akceptowany. Ale do brzegu.

Gdyby tłumaczka użyła określenia heteroseksualny, popełniłaby błąd, i to naprawdę gruby błąd rzeczowy. Po pierwsze, sugerowałaby, że bohater, o którym pisze Barnes, jest, w kontekście czasów, dewiantem (bo dokładnie to znaczył wtedy heteroseksualizm – dewiację). Po drugie obnażyłaby błąd Barnesa. Bo to on językowo pomylił się jako pierwszy.

„Straight” jako określenie seksualności narodziło się w 1941 roku. Użył go psychiatra George W. Henry (bardzo ciekawa i kontrowersyjna postać) w swoim opracowaniu „Sex variants: A study of homosexual patterns”. „Sex variants” było zapisem sześciu lat badań środowisk homoseksualnych (mężczyzn i kobiet), a określenie „straight” początkowo znaczyło mężczyznę, który „wyszedł na prostą”, czyli zaczął uprawiać seks z kobietami i było używane przez homoseksualistów. Dopiero z upływem lat stało się ono synonimem heteroseksualizmu, zaś w latach 80. jako „Straight Pride” zawędrowało na slogan, który miał być ultrakonserwatywną odpowiedzią na „Gay Pride”. Niestety głupich nie sieją, ale czasami siadają oni na wysokich stołkach. Jak polityk John Burger – republikanin, który w 1988 roku domagał się stworzenia „Straight Pride Day” jako odpowiedzi na „Gay Pride Day”.

Reasumując. W zasadzie w książce Barnesa nie powinny paść słowa – heteroseksualny i „straight”. Tłumaczka użyła określenia „normalny”, mniej lub bardziej świadomie naprawiając rzeczowy błąd pisarza. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że atak na tłumaczkę obnażył błąd nie jej, a właśnie autora. Kochani, słowa mają swoje pochodzenie, swój kontekst. Kontekst nie może nikogo obrazić. Brak jego znajomości – owszem. Na przyszłość polecam zapoznanie się książką historyczki Hanne Blank „Straight: The Surprisingly Short History of Heterosexuality”. Świetnie wszystko tłumaczy. I kto by przypuszczał, że pisanie „Porno” sprawi, że będę wiedział takie rzeczy. Porno kształci moi drodzy. Porno kształci.